Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Garść zaczesanych ciekawostek o Donaldzie Trumpie

129 509  
312   125  
Źle skrojony garnitur, nierówno nałożony samoopalacz i wyleniałe truchło jakiegoś zwierzątka futerkowego przyklejone silikonem do czerepu. Donald Trump, 45. prezydent Stanów Zjednoczonych, może i nie ma powalającej prezencji, ale nie można odmówić mu specyficznej charyzmy i talentu do pakowania się w obyczajowe skandale.


Jeszcze parę lat temu nikt by nawet nie spodziewał się, że ten słynący z ksenofobicznych wypowiedzi i braku szacunku do przedstawicielek płci pięknej milioner stanie się twarzą największego mocarstwa.

Jego dziadek był imigrantem


Dziadzio Trump, a właściwie Friedrich Drumpf pochodził z Niemiec, skąd jako szesnastolatek wyemigrował do USA. Początkowo zarabiał na życie jako golibroda w Nowym Jorku. Zmienił też nazwisko na Trumpf (z czasem zaczął używać łatwiejszej w wymowie wersji - „Trump”).
Prawdziwymi schodami do jego kariery okazała się gorączka złota, która wybuchła w Kanadzie. Wówczas z całych Stanów Zjednoczonych wyruszały pielgrzymki poszukiwaczy cennego kruszcu. Friedrich wyczuł interes i otworzył na północy kraju dwa hotele dla podróżnych. Na tym oraz kilku innych biznesach dorobił się przeszło pół miliona dolarów. Fortunę tę przejął jego syn – Fred Trump, który kasę po staruszku zainwestował w nowojorskie nieruchomości. Majątek został wielokrotnie pomnożony.


Donald – syn Freda – miał więc całkiem ładne środki na start swoich przedsięwzięć. Od początku lat 70. przyszły prezydent stanął na czele firmy swojego ojca, zajmującej się budową nieruchomości i wynajmem mieszkań.

Rasista?


O dość negatywnym stosunku młodego Trumpa do czarnoskórych obywateli USA plotki krążyły już od jego pierwszych lat kariery. W 1973 roku Donald trafił na dywanik Departamentu Sprawiedliwości. Pojawiły się bowiem pogłoski o tym, że biznesmen odmawia wynajmowania lokali osobom o czarnym kolorze skóry. Trump zapierał się, że jedynym powodem odmów były ich niskie zarobki. Mimo że sprawa zakończyła się ugodą, to przez długi czas firma musiała regularnie prezentować dokumenty udowadniające, że do mieszkań wprowadzają się też Murzyni spełniający majątkowe kryteria narzucone przez Trumpa.


Innym razem milioner czuł się dotknięty tym, że do liczenia pieniędzy wpływających do jego kasyn zatrudniono czarnoskórych pracowników. Zażartował sobie wówczas, że jedynymi ludźmi, których widziałby na tych stanowiskach byliby niscy goście, którzy nie zdejmują jarmułek przez cały dzień.


… i mizofob!

To akurat żadna tajemnica. Donald Trump cierpi na fobię przed zabrudzeniem sobie rąk. Problem ten jest na tyle duży, że polityk bardzo nie lubi witać się z ludźmi. Podobno trochę niepokoi go to, że jako głowa państwa będzie musiał uścisnąć około 65 tysięcy rąk rocznie!


A skoro już mówimy o dłoniach, to warto też dodać, że Trump bardzo się wkurzył, gdy w 1988 roku na łamach satyrycznego magazynu „Spy” jeden z dziennikarzy nazwał go „parweniuszem o krótkich paluszkach”. Biznesmen wpadł w szał, co bardzo ucieszyło redakcję, która w ciągu kolejnych kilku lat regularnie wykorzystywała to hasełko, aby wbić Trumpowi szpilę.
Podobno do dziś Graydon Carter, założyciel „Spy”, otrzymuje od Donalda listy z zawsze tym samym zdjęciem w środku. Na fotografii widać zbliżenie na dłonie milionera, co ma być dowodem, że jego palce wcale nie są krótkie...


Nie pije alkoholu, ale produkował własną wódkę

Brat Donalda, Fred Junior, zmagał się z uzależnieniem od alkoholu, który ostatecznie zrujnował mu zdrowie. Nałóg posłał go do grobu w 1981 roku. Donald bardzo przeżył tę stratę i obiecał sobie, że nigdy nie sięgnie ani po napoje procentowe, ani po papierosy. Nie przeszkodziło mu to jednak zrobić alkoholowy skok na kasę. W 2007 roku Trump z impetem zaatakował rynek własną marką produkowanej w Holandii wódki.


Biznes ten zaliczył spektakularną klapę. Teraz, gdy Donald został prezydentem, wielu właścicieli sklepów monopolowych ma cichą nadzieję, że ludzie przypomną sobie o tej nieszczęsnej, zalegającej na półkach i w magazynach gorzale…

Kobiety się o niego biją!

Jak dotąd Trump trzykrotnie stawał na ślubnym kobiercu, a jego rozwody i romanse stanowią wodę na młyn dla amerykańskich tabloidów. Szczególnie głośnym echem odbiła się awantura pomiędzy żoną Donalda – Ivaną, a jego kochanką – Marlą Maples. Obie panie spotkały się w 1990 roku podczas wakacji, które Trump spędzał ze swoją rodziną w Aspen. Podczas tej konfrontacji na jednym ze stoków kobiety miały się na siebie drzeć, obrzucać inwektywami oraz ciskać w siebie śnieżkami. Wszystko to pośród radosnych okrzyków i oklasków zebranych gapiów.


Ostatecznie Donald rozwiódł się z Ivaną i w 1993 roku Trump poślubił swoją kochankę. Biografowie uważają, że z wizerunkowego punktu widzenia było to dobre posunięcie – Marla Maples natchnęła go do inwestowania w branżę rozrywkową i udziału w programach telewizyjnych.

Dostał Złotą Malinę!

Milioner został gospodarzem programu rozrywkowego „The Apprentice”. Za pojawienie się w piętnastu odcinkach tego telewizyjnego show, Trump zainkasował 5,6 miliona dolców!


Jednocześnie coraz częściej podziwiać go było można na dużym ekranie. Przemykał na drugim planie w „Kevinie w Nowym Jorku”, zagrał samego siebie w „Zoolanderze” i pojawił się w roli ojca jednego z bohaterów familijnej komedyjki pt. „Klan urwisów”.
Jego talent został na dobre dostrzeżony, gdy na ekranach kin zagościła produkcja pt. „Ghost Can’t Do It”. Trump miał tam do zagrania rolę u boku samej Bo Derek. Artystyczny popis Donalda był tak słaby, że dostał Złotą Malinę dla najgorszego aktora drugoplanowego.


Zagrał w filmie porno

Nie, nie włączajcie PornHuba! To nic z tych rzeczy. Zresztą – naprawdę chcielibyście oglądać łóżkowe zapasy obecnego prezydenta USA? Trump wystąpił (ubrany!) w produkcji „Playboy Video Centerfold 2000”. To softcore'owy film z klasycznymi dla Playboya motywami tańczących nagich dziewcząt, rozbieranek, tarzania się w miodzie i wzajemnego miziania się tu i tam. Co w tym dziele robi słynny milioner? Ano otwiera szampana i wita w Nowym Jorku bohaterki tej produkcji.


Wydał grę planszową o robieniu fortuny

Jak wiadomo, Trump dorobił się majątku dzięki pieniądzom swojego ojca. Każdemu by się to udało? O tym można było się przekonać kupując grę planszową, w której gracze mieli szansę odtworzyć poszczególne kroki kariery milionera i albo dorobić się fortuny, albo utopić swoją kasę. Zupełnie tak, jak zrobił to Donald wydając ten produkt. Gra poniosła spektakularną klęskę.


Zatrudniał nielegalnych imigrantów… z Polski

Na początku lat 80. firma budowlana odpowiedzialna za postawienie 260- metrowego wieżowca zwanego Trump Tower zatrudniła do pracy 200 nielegalnych przybyszów z Polski.


Nasi rodacy mieli rozebrać budynek Bonwit Teller, na którego miejscu Trump planował zbudować swój ekskluzywny apartamentowiec. Pracujący na czarno Polacy dostawali bardzo niskie wynagrodzenie (połowę minimalnej stawki), a z czasem w ogóle nie wypłacano im pensji. Wybuchła wówczas niemała afera – Trump miał grozić budowlańcom deportacją, a firma ich zatrudniająca zmuszała ich do dwunastogodzinnej pracy w oparach azbestu i bez podstawowych zabezpieczeń.
Biznesmen bronił się tym, że nie miał pojęcia ani o zatrudnianiu pracowników na czarno, ani o skandalicznych warunkach, w jakich kazano im pracować. Ostatecznie sąd nakazał Trumpowi zapłacenie wielomilionowej kary.

Zaproponował Obamie dożywotni karnet upoważniający do gry na polu golfowym

Trump słynie z dość nieprzemyślanych wypowiedzi, które z czasem osiągają status kultowych. Z drugiej jednak strony obecny prezydent USA jest też całkiem skutecznym trollem i czasem trudno stwierdzić, kiedy robi sobie jaja, a kiedy mówi całkiem poważnie.
Jakiś czas temu milioner zaproponował Barackowi Obamie darmowy, dożywotni karnet upoważniający go do korzystania z każdego, należącego do Donalda, pola golfowego. Warunek był taki, że polityk musiałby zrzec się swojej prezydentury. Obama nie przyjął oferty. Chyba nie lubi golfa…


Co z tym murem?

Jednym z haseł wyborczych słynnego biznesmena była obietnica zbudowania muru na granicy z Meksykiem. Taka konstrukcja, zdaniem Trumpa, miałaby zniechęcić tłumy odzianych w sombreros wąsatych pożeraczy taco przed wdzieraniem się na amerykańskie ziemie. Mur powinien się ciągnąć przez ok. 1600 kilometrów, a jego budowa miałaby pochłonąć 10-12 miliardów dolarów.


To suma nieco zaniżona – specjaliści kalkulują, że takie przedsięwzięcie to wydatek rzędu min. 25 miliardów zielonych. Co za różnica, skoro zgodnie z wizją prezydenta rachunek ma zostać zapłacony przez Meksyk?
Oczywiście prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto podkreśla, że na budowę Trumpowego marzenia nie ma zamiaru dać nawet jednego peso. W tej sytuacji prezydent USA ma do wyboru kilka opcji. Może na przykład drastycznie podnieść opłaty celne za import meksykańskich produktów do Stanów Zjednoczonych.


Inny pomysł to zabieranie legalnie pracującym w USA Meksykanom kasy, którą ci zwykli wysyłać listami do swoich rodzin (ewentualnie - potężne opodatkowanie przelewów pieniężnych do Meksyku).
Nie da się ukryć, że pomysł zbudowania wielkiego, masywnego muru i postawienie wzdłuż niego szeregu pickupów wypełnionych uzbrojonymi po zęby redneckami brzmi jak cholernie efektowny projekt. Pytanie tylko, czy wywalenie tak kosmicznej kwoty ma sens, skoro 40% nielegalnych imigrantów z Meksyku przybywa do USA na pokładach samolotów…?


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 129509x | Komentarzy: 125 | Okejek: 312 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało